Karolcia - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Ledwie zamknęli za sobą skrzypiącą furtkę, natychmiast poczuli zapach żywych kwiatów rosnących przed domkiem, a zielona trawa była świeża i pełna stokrotek. Puchacz na dachu poruszał się niespokojnie i łypnął jednym żółtym okiem, czarny kot wstał i przeciągnął się, a potem mrucząc przyjaźnie zeskoczył na ziemię i zaczął się ocierać o nogi Karolci, tak jak to zwykły czynić wszystkie zaprzyjaźnione koty na świecie. Przymilanie się kota było dowodem na to, iż bohaterowie dla zwykłych ludzi byli niewidzialni, nie zaś dla tych z zaczarowanego świata.

Tymczasem kot wyginając grzbiet miauknął kilka razy uprzejmie, a potem, z podniesionym do góry ogonem, powędrował do drzwi chatki. Po chwili te zielone drzwi otworzyły się i wyszła do ogródka Baba Jaga. Ponieważ przedtem była drewniana, więc w pierwszej chwili zupełnie nie było wiadomo, czy dalej jest drewniana, czy też dzięki czarom jest prawdziwa. W każdym razie w tej chwili wcale nie wyglądała groźnie i w dodatku z poczciwym uśmiechem zapraszała ich do środka domku.

Dzieci weszły do środka i zaparło im dech na widok pięknych przedmiotów tam zgromadzonych. Wszystko było tam prawdziwe — i małe mebelki, i poduszki na łóżka, i piec z trzaskającym wesoło ogniem. Baba Jaga poczęstowała ich świeżo upieczonymi piernikami, były przepyszne. Gdy zobaczyła, że dzieci nie dadzą rady zjeść wszystkich zaproponowała, by częstowały nimi dzieci z domu towarowego. Na słowa Karolci, że przecież są niewidzialni dotknęła ich palcem i zapewniła: teraz już was wszyscy będą widzieli.

Wokół domku Baby Jagi stały zagapione dzieci. Stali również nie mniej zagapieni ich rodzice. Wszyscy podziwiali piernikowy domek, kwitnące wokół kwiaty i mądrego kota, który mruczał jakąś kocią piosenkę. Zachwyt wzrósł z chwilą, kiedy z domku wyszli Piotr i Karolcia i zaczęli rozdawać piernikowe serduszka w czekoladzie. Baba Jaga przypomniała sobie, że te ciasteczka są magiczne: kto zje takie serduszko, od razu staje się lepszy. Rzeczywiście, zaczęły dziać się rzeczy niezwykłe:
Wszyscy ustępowali sobie miejsca, nikt się nie pchał, chłopcy prosili dziewczynki, aby stanęły przed nimi, nie było mowy o żadnych sprzeczkach i popychaniu. A nawet jeden starszy chłopak pożyczył swoją czystą chustkę do nosa pewnemu malcowi i wziął go na ręce, aby mógł lepiej zobaczyć, jak wygląda domek Baby Jagi. Pewna dosyć duża dziewczynka zdjęła z warkocza różową kokardę i podarowała ją małej dziewczynce, która płakała z powodu zgubienia własnej kokardy. Jeśli przypadkiem zjadł kawałek piernika ktoś z dorosłych, natychmiast zaczynał rozumieć, że sprawy dzieci są niezmiernie ważne i właściwie najważniejsze ze wszystkiego. Mamusie natychmiast uważały, że sprawunkiem, który jak najszybciej trzeba załatwić, jest kupienie lalki dla córeczki, a tatusiowie szybko przeliczali pieniądze, czy im starczy na kupno roweru lub chociaż hulajnogi dla synka. Wszyscy chcieli być dla wszystkich bardzo dobrzy.

Naraz ku swojemu ogromnemu zdumieniu Karolcia zobaczyła w tłumie, w którym rozdzielała piernikowe serduszka, swoją własną mamusię. Na szczęście mamusia zajadała właśnie kawałek piernika, którym ją poczęstowała jakaś inna mamusia, i wobec tego wcale się nie zdziwiła, kiedy zobaczyła Karolcię w domku Baby Jagi, tylko zamachała do niej wesoło chusteczką.

Nagle do Karolci podeszła jakaś pani w dziwacznym kapeluszu z piórami, takim, jakich już nikt nie nosi, i wyciągnęła rękę. Nie chciała piernika, lecz… koralik. To był zła czarownica Filomena. Wyciągnęła swą szponiastą, chudą rękę w stronę paciorka, dziewczynkę ogarnął strach.

Choć natychmiast odzyskała niewidzialność, niestety błękitny koralik nie był przecież niewidzialny, tylko jaśniał swym ślicznym błękitem, kołysząc się na różowej, jedwabnej nitce, wiszącej na szyi dziewczynki. Filomena widziała go doskonale i krzyczała, że i tak go jej odbierze. Piotr chwycił szybko Karolcię za rękę i zaczęli uciekać. Błękitny koralik wyglądał jak mała, niebieska iskierka migocąca w powietrzu. Filomena rzuciła się gwałtownie w pogoń za nimi. Uciekający przemykali się w tłumie, nurkowali między kupującymi, a czarownica pędziła za nimi, wymachując parasolem.

Goniąc poprzez całe piętro, Piotr i Karolcia wpadli do działu firanek. Wtedy to Filomena zaplątała się w jedną z nich i runęła jak długa na podłogę. Trzepotała się niby ryba w sieci i już się zdawało, że koralik jest ocalony, gdy nagle jakaś przechodząca pani niechcący zaczepiła nową, dopiero co kupioną łyżką durszlakową o różową nitkę na szyi niewidzialnej Karolci - koralik potoczył się po gładkim linoleum, którym wyłożona była podłoga w domu towarowym, wydając przy tym dźwięk jak najdelikatniejszy dzwoneczek. Filomena usłyszała ten dźwięk. Szybko wyplątała się z firanki i skoczyła jak pantera w stronę koralika. Na szczęście niewidzialni bohaterowie także rzucili się na ziemię:

Chwila była bardzo dramatyczna! Bo oto szponiasta ręka Filomeny była tuż, tuż przy koraliczku, gdy naraz, prawie w ostatniej chwili zdołała go pochwycić Karolcia. Piotr tymczasem usiłował obezwładnić Filomenę: gdy ta leżała wyciągnięta na chodniku, przytrzymał ją z całej siły, aby nie mogła gonić dalej Karolci. I znów naturalnie zgromadził się tłum ludzi — wszyscy przyglądali się ze zdumieniem Filomenie, która w przekrzywionym kapeluszu, wyjąc dziko, rzucała się na podłodze. Bo nikt przecież nie widział walczącego z Filomeną Piotra.


Ludzie doszli do wniosku, że Ta pani zachorowała i postanowili wezwać pogotowie. Po chwili lekarz w białym fartuchu i dwaj sanitariusze zajęli się Filomeną, która dalej krzyczała, że musi odebrać niebieski koralik! Sanitariusze włożyli pacjentce pod pachę termometr, podczas gdy ona nadal kłóciła się ze wszystkimi, że nic jej nie jest.

Tymczasem Karolcia zdołała już na szczęście podnieść koralik. Trzymała go teraz w zaciśniętej ręce i nie wiedziała, co z nim zrobić, aby go nie zgubić. Gdy ujrzała mamę kupującą guziki do jej sukienki, podbiegła do niej i szybko wsunęła koralik do kieszeni jej płaszcza. Teraz była pewna, że koraliczek jest zupełnie bezpieczny.

Dzieci ułożyły plan – muszą jakoś wrócić do domu i tam poproszą koralik o odzyskanie cielesności. Teraz pozostało tylko wymyślić, jak się tam dostaną. O tej porze wszystkie autobusy były bardzo przepełnione, ludzie wracali na obiad do domu, mogliby ich zgnieść, ale nie było innego wyjścia.

Nim opuścili dom towarowy, poszli pożegnać się z Babą Jagą i z czarnym kotem. Dostali na drogę kilka magicznych pierników, które w prawdziwym świecie także utrzymują swoje działanie. Gospodyni wiedziała, że gdy odejdą, ona znów stanie się drewniana, ale nie było jej smutno. Poprosiła, aby jeszcze kiedyś ją odwiedzili, a potem wróciła do pierwotnej postaci:

W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY

Dostanie się do domu w zatłoczonym autobusie, gdy jest się niewidzialnym, wcale nie jest łatwe. Na szczęście dzieci dotarły na miejsce całe i zdrowe. Udało im się dostać do mieszkania Karolci, choć ciotka Agata dłuższą chwilę mruczała gniewnie na głupie dowcipy chuliganów, którzy dzwonią i uciekają.

Najgorsze było to, że mama dziewczynki jeszcze nie wróciła do domu, a wraz z nią niebieski koralik. Dzieci zaczęły się bać - Bo co by było, gdyby tak na przykład, wyjmując z kieszeni chusteczkę albo rękawiczki, mama wyrzuciła niechcący koralik. Strach pomyśleć —wtedy musieliby już do końca życia zostać niewidzialni.

Piotr postanowił zobaczyć, co się dzieje u niego w domu, czy mama nie wezwała jeszcze policji na poszukiwanie zaginionego synka, a Karolcia miała czekać na mamę. Oboje byli bardzo głodni. Aby udobruchać marudzącą ciotkę Agatę, dziewczynka podłożyła jej kawałek serduszka w czekoladzie z karteczką, namawiając do zjedzenia smakołyku. Jak na złość ciotka krzątała się przy kuchence gazowej, aż w końcu zobaczyła paczuszkę i z ciekawością spróbował pierniczka. Chwilę później od razu poweselała. Pomrukując z zadowolenia, zjadła pierniczek do końca i stwierdziła, że Karolcia to złote dziecko!.

W tej chwili rozległ się dźwięk dzwonka – Piotr wrócił od siebie. Tym razem Agata nie zdenerwowała się już tak bardzo otwierając drzwi, tylko zachichotała i nucąc wesoło, wróciła do kuchni. Przyjaciel powiedział Karolci, że na szczęście jego rodzice jeszcze nie wrócili z miasta. Zostawił kartkę, że niedługo przyjdzie, aby się nie martwili. Nie udało mu się nic zjeść, ponieważ wszystkie sprawunki mama miała załatwić w drodze powrotnej. Dzieci postanowiły zjeść coś w kuchni Karolci, podczas gdy Agata prała w łazience. Po powrocie zdziwiła się, dlaczego jest tak mało mleka w dzbanku i skąd się wzięły na stole dwie brudne szklanki.

W końcu do domu wróciła mama. Jej ręce wypełniały rozmaite paczki, aż wreszcie zdjęła płaszcz i powiesiła na wieszaku w przedpokoju. Karolcia podskoczyła czym prędzej i zanurzyła rękę w głębokiej kieszeni – nie było tam koralika. Dzieci wystraszyły się, że mama zgubiła magiczny paciorek. Zaczęły przeszukiwać go jeszcze dokładniej, czym wywołały popłoch mamy i Agaty. Kobiety myślały, że do płaszcza dostało się jakieś zwierzątko – materiał poruszał się dziwacznie. Wystraszone widmem myszy lub szczura w mieszkaniu ucieszyły się, gdy pojawił się tata.

W tym całym zamieszaniu Karolcia i Piotr, bliscy płaczu, nie przestawali szukać koralika. Obawiali się, że już na zawsze zostaną niewidzialni. Choć wizja nieodrabiania lekcji czy zabawy w domu towarowym były kusząca, oboje nie wyobrażali sobie takiego życia. W końcu rozpłakali się na dobre, gdy do pokoju weszli tatuś i mamusia. Oboje potrząsnęli płaszczem by upewnić się, że nie ma w nim żadnych gryzoni. Na koniec tatuś powiedział, że dziś w domu towarowym działy się niezwykłe rzeczy. Pisali o tym w gazecie, na pierwszej stronie, ogromnymi literami było wydrukowane:
NIESŁYCHANE WYDARZENIE W DOMU TOWAROWYM! UDANE POMYSŁY REKLAMOWE! LALKA, KTÓRA SAMA CHODZI! UCIECZKA SAMOCHODZIKA!

Nadszedł czas obiadu i ciotka Agata wyszła zawołać Karolcię z podwórza. Przerażenie dziewczynki sięgnęło zenitu. Nagle mama powiedziała tatusiowi, że chce mu pokazać coś, co znalazła w kieszeni palta, gdy sięgała w autobusie po pieniądze na bilet. Okazało się, że znalazła jakiś drogocenny kamyczek, a może zupełnie zwyczajne szkiełko, posiadający „dziwny blask”.

W końcu oczom przerażonych dzieci ukazał się błękitny koralik. Zanim jednak tatuś zdołał przyjrzeć się dziwnemu koralikowi, zniknął on nagle z ręki mamusi jak zdmuchnięty. Doszła do wniosku, że upadł na podłogę i już miała zacząć go szukać, gdy pojawiła się Karolcia.

UWAGA, BO CO BĘDZIE DALEJ?...

Nazajutrz, w chwili, kiedy Karolcia kończyła śniadanie, pod balkonem rozległo się umówione gwizdnięcie. To Piotr dał znać, czeka na dole. Nim dziewczynka zeszła do przyjaciela, ubrała się w nową niebieską sukienkę, ciotka Agata zawiązała jej kitkę nową, niebieską wstążką. Na koniec bohaterka wsunęła do kieszeni głęboko niebieski koralik. Upomniana przez krewną, aby nie zniszczyła stroju, Karolcia zeszła na dół. Miała coś ogromnie ważnego do powiedzenia Piotrowi: koralik zbladł.

Dziewczynka wydobyła z głębi kieszeni maleńkie pudełeczko od proszków. Kiedy je otworzyła, na poduszce z różowej waty, przykryty drugim kawałkiem niby kołderką, leżał błękitny koralik. Był całkiem inny, niż zazwyczaj - blady, milczący.

Aby sprawdzić magiczną moc paciorka, dzieci poprosiły go o drzewko, które wyrośnie tuż przez nimi. Życzenie zostało spełnione, lecz nie rozwiało to złego przeczucia Karolci. Dziewczynka rozpłakała się, dzięki jej łzom koralik odzyskał głos i powiedział, że każde życzenie, które spełnia, osłabia go tak, że traci kolor: Pamiętaj więc, że kiedy stanę się bezbarwny, nie będę mógł spełniać życzeń.

Aby zaplanować dalsze działanie, dzieci udały się do ogrodu. Miejsce znajdowało się prawie po drugiej stronie ulicy Kwiatowej. Nie był to bardzo duży ogród, ale miał mnóstwo zalet. Przede wszystkim najważniejsze było to, że dzieci z całej dzielnicy mogły tu w ciepłe dni spędzać czas na powietrzu i doskonale się bawić. Były tam krzewy, w których mogli mieszkać Indianie, były wąskie ścieżki, którymi chodzili wielcy wodzowie Mohikanów i Siuksów, były place, gdzie można było jeździć na rowerze lub hulajnodze, były wreszcie cztery huśtawki, jeden kołobieg, jedna karuzela i dwie zjeżdżalnie, nie mówiąc o dwóch wielkich piaskownicach dla maluchów. Jeśli tak się zdarzyło, że któreś z dzieci nie mogło wyjechać podczas wakacji na wieś, to tu spędzało lato. Matki wzdychały wtedy i mówiły:
Nie wiem, co by to było, żeby nie ten nasz ogród!

Piotr i Karolcia tak byli zamyśleni i przejęci sprawą blednięcia koralika, że nawet nie zauważyli, że na siatce otaczającej ogród wisi jakieś ogłoszenie i że stoi przy nim gromadka dzieci i dorosłych. Nie zważając na nic, weszli do ogrodu i od razu poszli w stronę alejki, gdzie stała kamienna ławeczka. Tam zawsze było najmniej dzieci i tam można było najspokojniej pomówić o tak poważnej sprawie, jak ta. Gdy ponownie obejrzeli koralik, był dużo bledszy, niż przedtem. Doszli do wniosku, że poproszą go tylko o jedną rzecz, o coś niezmiernie ważnego. W trakcie dyskusji Karolcia zrezygnowała z wymarzonej lalki, nie chcieli być już także niewidzialni. W końcu uzgodnili, że poczekają z ostatnim życzeniem dopóki nie stanie się coś nadzwyczajnego i poszli na huśtawki.

Na miejscu spotkali Leszka i Janie, a potem zaraz przyszły Dorota i Agasia. Za nimi przywlókł się Waldek, tym razem cichy i spokojny. Bohaterowie od razu poznali po smutnych minach przyjaciół, że coś jest nie tak. Okazało się, że nazajutrz ogród miał zostać zamknięty. Na ogrodzeniu widniało ogłoszenie: Od dnia 15 lipca ogród zostanie zamknięty. Na placu tym zbudowana będzie wielka restauracja. Podpisano: Prezydent Miasta. Zgromadzeni wokół tablicy ludzie nie kryli oburzenia. Zastanawiali się, gdzie teraz będą się bawić ich dzieci: na brudnym, ciasnym podwórku, czy może w dusznym mieszkaniu.

Ktoś chciał nawet iść do Ratusza, ale ktoś inny powiedział, że aby dostać się do Prezydenta, trzeba przejść przez sto siedemnaście pokoi! Wszyscy zaczęli dokładać swoje opowieści o trudnościach w dostaniu się do włodarza:
— Trzeba wpisać się w wielkiej księdze bez kleksów i bez błędów, bo inaczej nie przyjmują […] poza tym trzeba, żeby do takiego zapisanego papieru, który nazywa się podaniem, były jeszcze załączniki.

Wszyscy stali zasmuceni i kiwali głowami, zastanawiali się, co trzeba zrobić, żeby ten ogród zachować. W końcu tak się smutno wszystkim zrobiło, że mamy zaczęły pochlipywać, a dziewczynki głośno płakać.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Karolcia - streszczenie w pigułce
2  Charakterystyka pozostałych bohaterów „Karolci”
3  Maria Krüger - biografia



Komentarze: Karolcia - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: