Karolcia - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Na szosie rozległy się naraz głośne sygnały samochodowe. Jakiś wóz pędził z tak niezwykłą szybkością, że zaledwie zdążyli ukryć w pobliskich zaroślach czerwone auto. Najgorsze jednak było to, że rozbawione lwy nie zdążyły się ukryć. Jeden z nich biegał właśnie beztrosko po zielonej trawie z zerwanym kwiatkiem w pysku, a drugi przewrócił się na grzbiet i machał wesoło łapami, gdy nadjechał pościg.

Było to ogromne auto, z którego natychmiast wyskoczyła Filomena ze swoim ogromnym parasolem, a za nią kilku strażników miejskich. Zaledwie cała trójka — to znaczy Piotr, Karolcia i Prezydent — zdążyła nadbiec z pomocą, Filomena i strażnicy już dopadli biednych lwów. Zaczęła się nierówna walka. Lwy broniły się bohatersko, ale w końcu zostały pojmane w ogromną siatkę z grubych sznurów i przewiezione do Ogrodu Zoologicznego. Bohaterowie doszli do jednoznacznego wniosku: trzeba ratować lwy.

DZIWNE ZWIEŻĘ

Czerwone auto cicho zatrzymało się przed bocznym wejściem do Ogrodu Zoologicznego, a po chwili cała trójka szła jeszcze pustymi alejkami, gdyż tłum zwiedzających przybywał zazwyczaj dopiero po południu. Bohaterowie zastanawiali się, gdzie też mogą być ich lwy. Mijali klatki z różnymi zwierzętami, ale nigdzie nie było ich przyjaciół. Wreszcie na końcu ogrodu w pobliżu sadzawki, w której mieszkały foki, zauważyli podejrzany ruch. Szybko pobiegli w tamtymi kierunku. Gdy Prezydent dostał zadyszki, bohaterowie wsiedli na wielbłądy, które dozorca puścił luzem, żeby trochę zażyły swobody.

Całe szczęście, że personel zoo był w tej chwili zajęty oglądaniem dziwnej odmiany małych lwów przywiezionych przez Filomenę! Nikt więc nie zwrócił uwagi na galopujące wielbłądy, na których nie było widać jeźdźców. Gdy zatrzymali się w pobliżu zbiegowiska, dobiegły ich
piskliwe okrzyki Filomeny:
— Trzeba te lwy zaraz zamknąć w klatce! Są ogromnie niebezpieczne! Uważajcie! I widać było, jak podskakiwała, wymachując parasolem. Nos znów miała wydłużony i mocno zaczerwieniony na czubku.

Bohaterowie musieli szybko zastanowić się nad tym, jak uratować i wyzwolić lwy. Siedziały już w wielkiej klatce. Były zrozpaczone i widocznie straciły nadzieję na uwolnienie.

Piotr wpadł na pomysł. Karolcia miała odciągnąć uwagę ludzi, a on i Prezydent – uwolnić zwierzęta. Po chwili zaczęły rzeczywiście dziać się w ZOO dziwne rzeczy, nawet sam pan dyrektor nigdy nic podobnego w życiu nie widział. Nagle na wybiegu wszystkie słonie, namówione przez Karolcię, ustawiły się rzędem, podniosły trąby do góry i zaczęły trąbić. Ich ryk zaniepokoił wszystkich pracowników zoo, którzy pobiegli natychmiast w tamtą stronę. W dodatku do ryku słoni przyłączyły swój głos foki. Jedna z nich, aby dłużej utrzymać uwagę dyrektora i dozorców, zaczęła jak szalona fikać koziołki w wodzie.

W ten sposób Filomena została sama przy klatce, uczepiona jej prętów. Usiłowała dosięgnąć lwów parasolem i wrzeszczała jakieś niemądre słowa. Nie zauważyła nawet, jak małe małpki, kapucynki przysiadły na pobliskim drzewie i przyglądały się jej z zainteresowaniem. Nie ulegało wątpliwości, że postanowiły dopomóc lwom oraz Karolci i Piotrowi. Po chwili małpki zaatakowały Filomenę, wczepiły się w jej kapelusz, a ta miotała się rozzłoszczona jak stado tygrysów.

Kapucynki szybko otworzyły klatkę, a lwy szybko i zwinnie wymknęły się z niej. Razem z Prezydentem pobiegły w stronę bocznego wyjścia, a Karolcia i Piotr zajęli się Filomeną, którą wepchnęli do pustej klatki. Gdy spostrzegła, że jest uwięziona, zawyła dziko:
— Ha! Nie ujdziecie mej pomście! — i rzuciła się, aby wyłamać kraty. Jednak to się jej nie udało. Próbowała zresztą rozgryźć żelazne pręty, ale i ten pomysł był jak najzupełniej chybiony. Skakała więc tylko ze złości aż po sam wierzch klatki i rozczapierzała swe szponiaste palce — wyglądała jak bardzo dziwny stwór. A potem wskoczyła na zawieszoną w klatce suchą gałąź i zaczepiła się o nią nogami.

Widząc to, Piotr przekreślił napisane na małej deseczce słowo „lwy" i napisał znalezioną w kieszeni czerwoną kredką: dziwne zwieżę.

Żegnani okrzykami kapucynek bohaterowie dosiedli wielbłądów i błyskawicznie znaleźli się przy bramie, gdzie czekał na nich niewidzialny Prezydent z lwami, które tym razem przezornie ukryte były w bagażniku. Gdy już mieli jechać, Piotr zdał sobie sprawę, że zrobił błąd ortograficzny. Pewnie by go poprawił, gdyby nie zbliżający się dźwięk syren samochodowych.

NARESZCIE W OGRODZIE!

W końcu bohaterowie dotarli do ogrodu. Przybyli w ostatniej chwili, gdy właśnie jacyś dwaj urzędnicy ogromnym kluczem mieli zamiar zamknąć bramę ogrodu. Karolcia już miała odczarować przyjaciół i siebie, lecz Prezydent najpierw chciał wypróbować, czy da radę wyperswadować zamknięcie ogrodu tylko tonem głosu – oczywiście nie udało się.

Po chwili cała trójka była już widzialna, a wokoło słychać było dziki okrzyk radości dzieci, które witały przyjaciół z powrotem w swoim gronie. Nie małe zdziwienie wywołało pojawienie się samego Prezydenta. Wszyscy zaczęli mu dziękować za zainteresowanie się ich sprawą. Gdy Prezydent zakazał zamykania ogrodu i zobowiązał się do wydania stosownego zakazu w tej sprawie, postanowił zwiedzić to miejsce. Wcześniej wypuścił z bagażnika lwy, które wywołały spore zamieszanie. Dzieci zaczęły je głaskać i przytulać i wszyscy wyruszyli do ogrodu:
To dopiero była zabawa! Jeździło się na karuzeli i na kołobiegu! Huśtawki fruwały w górę, zdawało się, że sięgną nieba! Na zjeżdżalni był ruch bez przerwy, ale bez awantur! O, co to, to nie! Nic takiego się nie zdarzyło. Wszyscy stali porządnie w kolejce! Karolcia stała za Agatą, za nią Dorota, za Dorotą Leszek, za Leszkiem sam pan Prezydent Miasta! Tak jest! Tak jest, moi złoci! Sam pan Prezydent Miasta! Nie chciał opuścić żadnej kolejki! Tak mu się
to podobało. A na karuzeli ile się wyjeździł! Ze względu na to, że był honorowym gościem, jeździł nawet trochę częściej niż wszyscy. Ale należało mu się to! Tak wszyscy w ogrodzie uchwalili.

Lwy też we wszystkim brały udział. Ale najbardziej podobała im się karuzela, postanowili już z niej nie schodzić. Wszyscy mówili, że teraz to się dopiero wyjeżdżą „za wszystkie czasy!”. Choć Prezydent miał ochotę zostać kamiennym Prezydentem w tym ogrodzie, musiał wrócić do swoich obowiązków. Karolcia, Piotr i wszystkie dzieci, razem z lwami, odprowadziły go do auta, jeszcze raz podziękowały i pozdrowiły. Gdy już miał nacisnąć starter, wyskoczył ze swego czerwonego auta i stwierdził, że ono także powinno zostać w ogrodzie:
Chcę, żeby jeździły nim dzieci i żeby się wesoło przy tym bawiły. To mówiąc ujął pod pachy pewnego małego chłopaczka, który mieszkał w sąsiednich blokach, i posadził go przy kierownicy, a obok usadowił Janie.


Prezydent pragnął, aby niektóre zostały trochę niezwykłe i t r o c h ę zaczarowane. Ukłonił się elegancko kapeluszem, a dzieci pobiegły wszystkie za czerwonym samochodem, który stał się naraz zupełnie mały. Tylko Karolcia i Piotr zostali przed bramą. Bohaterowie pożegnali się serdecznie i podziękowali za pomoc.

NIE BLEDNIJ, KORALICZKU!

Zapatrzeni w znikający w oddali autobus bohaterowie doszli do wniosku, że nadszedł czas na obiad. Mama Piotra, która stała obok nich, kazała im biec szybko na posiłek. W popołudniowej gazecie wydrukowano informację o ponownym otwarciu ogrodu na Kwiatowej. Pisano także o odwiedzinach Prezydenta Miasta, o lwach na ulicach miasta, o dziwnym zachowaniu słoni i fok w Zoo oraz nieznanym gatunku umieszczonym w klatce.
Karolcia i Piotr byli bladzi i zmęczeni, nie wiedzieli, co mają o tym wszystkim myśleć. Chłopiec powiedział po cichu: — Już sam nie wiem, jak to było naprawdę....

Tymczasem w domu ciotka Agata już czekała na wszystkich z obiadem i nawet sama nakryła do stołu, chociaż zazwyczaj należało to do obowiązków Karolci. Gdy dziewczynka poszła umyć ręce, nadeszła okazja, by obejrzeć koralik dokładnie. Był blady, prawie przezroczysty. Zastanawiała się, na ile życzeń wystarczy mu niebieskości.

Zrozpaczona poprosiła, by nie bladł do końca i postanowiła, że teraz musi być bardzo, ale to bardzo ostrożna, bo to już pewnie będzie jedyne i ostatnie życzenie, jakie będzie mógł spełnić koralik, zanim stanie się zupełnie przezroczysty.

Na obiad była znienawidzona przez Karolcię zupa jarzynowa. Dziewczynka już miała poprosić o inną, lecz w porę ugryzła się w język – jedno niebaczne życzenie i przepadnie ostatnia okazja spełnienia jakiegoś życzenia naprawdę wspaniałego. Bohaterka brała pod uwagę kilka opcji: poprosić koraliczek, aby w ogrodzie zawsze były przedstawienia cyrkowe za darmo dla wszystkich dzieci albo poprosić o własne, małe auto. Najpierw musiała jednak uzgodnić to z Piotrem. Sprawa była bardzo poważna.

ŻEGNAJ, KORALIKU!

Z Piotrem udało się Karolci spotkać dopiero nazajutrz, ponieważ po obiedzie mama zabrała go do jakiejś ciotki na imieniny.

Rano dziewczynka zapukała do drzwi na drugim piętrze i oświadczyła stanowczo, że muszą porozmawiać. Chłopiec nie rozumiał, o czym ona może chcieć mówić tak nagle i tak wcześnie. Zachowywał się tak, jakby nie pamiętał o tym, co się wydarzyło wczoraj, i jakby nie istniała możliwość rzeczy niezwykłych. Dopiero gdy wspomniała o koraliku ożywił się i zeszli razem na podwórze.

Karolcia podsumowała ich sytuację: niebieskości koralika starczy na jedno tylko życzenie. Bardzo bała się, że chlapnie jakieś głupstwo, trzymając akurat paciorek w dłoni i zmarnuje marzenie. Piotr przyznał jej rację, mogła przecież powiedzieć nieostrożnie: Chciałabym wiedzieć, gdzie jest moja szczotka do butów.

Bohaterce było żal koralika. Obwiniała się, że jego stan jest winą jej lekkomyślności. Z kolei Piotr był zdania, że w tej sytuacji Karolcia musi dobrze się namyślić i wypowiedzieć jakieś życzenie, które byłoby bardzo potrzebne i ważne. Dziewczynka niepewnie napomknęła o lalce, ale szybko wycofała się z tego pomysłu, widząc pogardliwe spojrzenie przyjaciela. Chłopiec uzmysłowił bohaterce, że w ich pobliżu mieszkają dzieci, które mają ogromne potrzeby. Leszek na przykład marzył o rowerze, ale jego rodziców nie było stać na taki drogi zakup, innym potrzebne były buty na zimę, a jeszcze innym książki. Agasia marzyła o skakance, a Dorota o wrotkach: Każdy ma jakieś marzenia. Naturalnie, że jedne są bardziej ważne, a drugie mniej. Podobnie było z dorosłymi. Piotr powiedział, że pani Leśniewska z trzeciego piętra ciągle narzekała na reumatyzm i marzyła o wyzdrowieniu.

Gdy Karolcia zapytała o marzenie przyjaciela, ten zastanowił się przez chwilę a potem odparł:
Ty, tylko nie śmiej się ze mnie, to ci powiem. Ja bym tak chciał tu stać na podwórku i patrzeć, co by tu się działo, gdyby tak spełniło się życzenie każdego człowieka, który tu mieszka. Każdego dziecka i każdego dorosłego. Toby było, co?
— Ach! — westchnęła z zachwytem Karolcia — toby było wspaniale.

Dzieci rozmarzyły się na chwilę, aż nagle dziewczynka szeptem wypowiedziała życzenie. A potem zacisnęła mocno pięść, tak jakby jeszcze chciała go choć na trochę zatrzymać, zaraz jednak zaczęły się w całym domu dziać tak dziwne i nieoczekiwane rzeczy, że zupełnie przestała wtedy myśleć o koraliku.

Tak, tak, było na co patrzeć. Przede wszystkim więc jak wicher śmignął koło nich Leszek na nowiuteńkim rowerze. Agasia, która wybiegła z sieni, od razu zaczęła skakać przez nową, śliczną skakankę, a trzy inne miała jeszcze przewieszone przez szyję. Ciotka Agata przemknęła przez podwórze przystrojona w nowy kapelusz z kwiatami, a pani Leśniewska, ta z trzeciego piętra, zbiegła ze schodów zupełnie zdrowa, jakby nigdy w świecie nie chorowała na reumatyzm. […] Za panią Pieniążkową, która mieszkała w sąsiednim bloku, szło z powagą dziesięć białych kotów, gdyż, jak wyznała, zawsze chciała mieć co najmniej tyle białych kocurów, a Waldek przemknął obok trzymając pod pachą nowiuteńką piłkę do siatkówki. Przed oknem dozorczyni wyrosły kwitnące grusze, a tatuś Karolci zajechał najniespodziewaniej w świecie na nowym skuterze. Mama Piotra biegła z całą ogromną paką książek, które zawsze chciała mieć, a mama Karolci przybiegła zdyszana, ale niezmiernie szczęśliwa, wołając, że wszystkie dzieci w szpitalu wyzdrowiały, co było jej największym marzeniem. Z każdego mieszkania dobiegał śmiech i radosne okrzyki. Wszyscy wyglądali przez okna i opowiadali sąsiadom o swoim szczęściu […].


Na podwórzu pojawiły się dziwnie wyglądające postacie. Byli to ludzie o skórze barwy miedzi i czarnych włosach, w których mieli wspaniałe pióra, a w rękach trzymali tomahawki. Podeszli do Piotra i z serdecznym uśmiechem wyciągnęli do niego ręce na powitanie, on powitał ich w swoim wigwamie, a potem przedstawił Karolci jak najdzielniejszych wojowników ze szczepu Delawarów. Oto spełniło się skryte marzenie Piotra.

Nie było czasu na dalsze wyjaśnienia, bo na podwórzu przy blokach działy się coraz to dziwniejsze rzeczy i coraz było radośniej i weselej. Wreszcie doszło do tego, że grupka mieszkańców przyniosła drabinę i przystawiła ją do ściany domu, na której była tabliczka z napisem: Ulica Kwiatowa. Zamienioną ją na Szczęśliwy Zaułek.

Dzieci były tak szczęśliwe, że po twarzy Karolci spłynęła łza. kropla. Podniosła rękę, aby ją otrzeć i w tej chwili przypomniała sobie, że przecież trzymała przed chwilą błękitny koralik. Otworzyła więc dłoń, ale już go tam nie było, już nie błękitniał. Błyszczała tam tylko teraz mała kropelka rosy. I nie było wiadomo, czy to koralik, czy może jej łza. Chwilę później kropla stoczyła się z ręki na trawę:
— Koraliczku! — szepnęła Karolcia.
I zaraz obydwoje z Piotrem przyklękli, aby go poszukać, ale już nic nie znaleźli.
Być może, że jeszcze go kiedyś odnajdą. A może znajdzie go ktoś inny. Może które z was? Nigdy nic nie wiadomo i wszystko jest możliwe.
A również może tak się zdarzyć, że koralik na nowo jaśniejący swą błękitną barwą wróci do Karolci i Piotra i że znów spotkają ich niezwykłe przygody. A może te przygody czekają na kogoś z was? Trzeba tylko umieć znaleźć błękitny koralik...


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Karolcia - streszczenie w pigułce
2  Motyw przyjaźni w „Karolci”
3  Czas i miejsce akcji „Karolci”



Komentarze: Karolcia - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: